Podlegórz

  

Przedwojenna mapa Podlegórza.

Podlegórz - wieś w województwie lubuskim, powiecie zielonogórskim, gminie Trzebiechów, licząca około 320 mieszkańców, położona około 2 km od trasy Sulechów - Trzebiechów. Usytuowana na sporym wzniesieniu (około 90 m n.p.m.). U podnóża wsi płynie Kanał Obrzycki.

Większość mieszkańców to osadnicy ze wschodu przybyli po 1945 roku. Do tej pory uważano, że dawni mieszkańcy Podlegórza (sprzed 1945 r.) byli tylko niemieckiej narodowości. Jednak okazało się, że we wsi mieszkało sporo osób o polskich korzeniach. Jeszcze w XIX wieku odprawiano tam nabożeństwa w języku polskim.
Wieś wcześniej miała różne nazwy: Padligar, Obraberg.

W Podlegórzu znajduje się pięknie położony kościół, wybudowany w stylu neoromańskim.

 W roku 1933 Podlegórz liczył 463 mieszkańców, a w roku 1939- 444. Sąsiednie Radowice liczyły w roku 1933- 409 mieszkańców, a w 1939- 405 osób.

Kościół Podwyższenia Krzyża w Podlegórzu.
 Kościół położony jest na malowniczym wzgórzu które góruje nad okolicą. Dawna nazwa Podlegórza bezpośrednio nawiązuje do położenia miejscowości a nazwa ta to - Obraberg - w tłumaczeniu Góra Obra. Podlegórski kościół zbudowany został na przełomie XVII i XVIII wieku. Można zaryzykować tezę że kościół ten był rodowym kościołem książęcej rodziny Reussów, właścicieli Trzebiechowa, Podlegórza, Radowic i okolicznych terenów. Został on zbudowany w stylu nawiązującym ściśle do kanonów budownictwa romańskiego. W podobnym stylu obok kościoła na malowniczym wzgórzu wzniesiono piękny grobowiec rodzinny Reussów w którym spoczywają ostatni przedstawiciele rodu na tych terenach, a  mianowicie Henryk VII książę von Reuss oraz jego małżonka Maria, Aleksandrina księżna saksońsko-weimarska von Reuss. W kościele można podziwiać jedne z najpiękniejszych witraży w Diecezji, znajdujące się nad ołtarzem głównym z motywami winorośli - które są minionymi symbolami kwitnącego tu kiedyś winiarstwa i uprawy winogron. W witraże wkomponowano również herby rodziny Reussów. W kościele znajdują się również zabytkowe organy fundowane przez księcia Henryka VII von Reuss z okazji srebrnego jubileuszu. Kościół wzniesiony został z kamienia polnego z bardzo licznymi kamiennymi elementami dekoratorskimi i budowlanymi z piaskowca.


W "Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego i krajów słowiańskich" z 1880 roku, znajdujemy taki oto zapis dotyczący Podlegórza:

" Padłagóra- albo Padligóra, niemieckie Padligar, a także i Steinbach , wieś z kościołem protestanckim w Brandenburgii nad Obrzycą, o 8 okm na południowy wschód od Cylichowy, ma 510 mieszkańców. Należała do klasztoru trzebnickiego między 1207 a 1267 rokiem (Cod. dipl. Siles IV i VII). Andrzej, biskup poznański, ustanawiając roku 1298 archidyakonaty w swej dyecezyi, wymienia Padligórę między kościołami parafialnemi. W 1388 i 1394 roku pisał się ztąd Witko Kotwicz."

Pozwolę sobie w tym miejscu na krótki komentarz- okazuje się,że wieś Podlegórz jest osadą o co najmniej 800- letnim rodowodzie! Kto wie ile jednak ma naprawdę lat? Ja optowałbym za wiekiem w granicach około tysiąca lat. Być może uda się kiedyś dotrzeć do odpowiednich materiałów źródłowych, które to potwierdzą.
 Oto kilka fragmentów opracowania, które znalazłem w Zielonogórskiej Bibliotece Cyfrowej na temat historii Podlegórza i Trzebiechowa... 


" Pierwszy nieznany z imienia właściciel Podlegórza ożenił się z panną von Kittlitz z Przecławia koło Szprotawy. Ich następca, urodzony w 1480 roku Heinrich von Troschke władał Swarzynicami Trzebiechowem..."

"Drugą młodszą linię rozpoczął Asmus von Troschke występujący w 1498 roku jako właściciel lenny na Swarzynicach i Podlegórzu Błotach Ostrzyckich, oraz wsie z folwarkami w Kruszynie i Okuninie.
Ożenił się z Katarzyną von Wernsdorf. Po nim dziedzicem został Hans, żonaty z Rosiną von Schönbeck. Jego następcami byli bracia- Wolf i Asmus. W 1575 roku Wolf był dziedzicem dwóch folwarków w Podlegórzu i Ostrzycach, podczas gdy Asmus miał część Podlegórza i swieżo założone majątki w Trzebiechowie."
oraz jako reprezentant całego rodu. Około 1533 roku otrzymał w spadku kolejne folwarki- w Podlegórzu i leżących po drugiej stronie Ostrzycach.
 Cytowana przeze mnie wcześniej kronika z 1920 roku opisuje też w ciekawy sposób Podlegórz. W związku z tym, że tekst kroniki pisany był w języku staroniemieckim, trudno było go wiernie przetłumaczyć, dlatego też tłumaczenie to jest trochę dalekie od oryginału, niemniej jednak zawiera meritum tematu.


Podlegórz wg kroniki z 1707 roku:
" Padligar- wieś z majątkiem, gdzie był znany kowal i dwa młyny."
W 1720 roku Hans Karl Schönaich kupił dwie posiadłości- jedną w Podlegórzu (z folwarkiem i zamkiem), drugą w Ostrzycach. Spędził tam 20 lat swojego życia do około 1740 roku.

Pierwsze księgi kościelne z Głuchowa pochodziły z 1666 roku i podlegały kościołowi ewangelickiemu w Podlegórzu.
Gottlieb Gregurke uprawiał winorośl w Padligar- Prussia (wpis z księgi okrętowej na statku " Peter Godeffroy" z roku 1857.)
Rentke, Georg, z  Padligar (księga Związku Niemieckiego z 1855 roku).

 Polski charakter w rejonie sulechowskim zachowały niektóre wsie, i tak. np. w Pałcku do 1652 roku wygłaszano tam kazania po polsku. Mowa już była o polskości Cigacic w XVIII wieku. Zachowały się szczególnie wiadomości na temat polskości Podlegórza. W XVII i XVIII wieku powoływano tu na parafię wyłącznie pastorów znających język polski. Gdy w 1721 roku powołano pastora nie znającego języka polskiego, doszło do protestu podlegórzan. Wskutek protestu w sulechowskim ratuszu zarządzono egzamin pastora z języka polskiego. Egzamin wypadł zapewne negatywnie, gdyż wprawdzie pastora nie usunięto, lecz odtąd kazania polskie w Podlegórzu oraz pobliskich Ostrzycach wygłaszał na przemian pastor z polskiej Kargowej i pastor z Trzebiechowa.
   O Trzebiechowie wiemy, że znajdował się tam kościół graniczny, z którego podobnie jak w Kargowej, korzystała polska ludność z okręgu sulechowskiego.
W 1814 roku pastor podlegórski w odpowiedzi na ankietę swego superintendenta pisze, że w parafii swej ma poważne trudności ze względu na ludność polską z Podlegórza i wsi sąsiednich. Widzimy więc, że polskie wsie z tej okolicy tworzyły w XVIII wieku i zapewne jeszcze w początkach XIX wieku pomost pomiędzy rdzenną Wielkopolską i wówczas jeszcze polskimi wsiami z tego regionu...








Znalazłem bardzo ciekawe i unikatowe zapisy dotyczące dawnego Podlegórza. Problemem było przetłumaczenie i odczytanie tych zapisów, napisanych w języku staroniemieckim. Teksty te pochodzą z kroniki "Tuchmacher in Züllichau 1550- 1700".

Katharina Scheumann ur.25.11. 1596 r. w Züllichau, zm. w 1673 w Züllichau, w roku 1614 odbył się jej ślub z Johannesem Andrea pastorem z Podlegórza i Smolna.

Martin Andrea ur. 02.07. 1616 r. w Padligar, zm. 01.08.1673 r. w Züllichau, Martin był pastorem w Padligar. Jego żona- Margarete Rosenberg była ciotką Michaela Rosenberga, pastora w Pommerzig (Pomorsko).
Martin Andrea ur. 1585, pastor z Padligar.


 Polski charakter w rejonie sulechowskim zachowały niektóre wsie, i tak. np. w Pałcku do 1652 roku wygłaszano tam kazania po polsku. Mowa już była o polskości Cigacic w XVIII wieku. Zachowały się szczególnie wiadomości na temat polskości Podlegórza. W XVII i XVIII wieku powoływano tu na parafię wyłącznie pastorów znających język polski. Gdy w 1721 roku powołano pastora nie znającego języka polskiego, doszło do protestu podlegórzan. Wskutek protestu w sulechowskim ratuszu zarządzono egzamin pastora z języka polskiego. Egzamin wypadł zapewne negatywnie, gdyż wprawdzie pastora nie usunięto, lecz odtąd kazania polskie w Podlegórzu oraz pobliskich Ostrzycach wygłaszał na przemian pastor z polskiej Kargowej i pastor z Trzebiechowa.
   O Trzebiechowie wiemy, że znajdował się tam kościół graniczny, z którego podobnie jak w Kargowej, korzystała polska ludność z okręgu sulechowskiego.
W 1814 roku pastor podlegórski w odpowiedzi na ankietę swego superintendenta pisze, że w parafii swej ma poważne trudności ze względu na ludność polską z Podlegórza i wsi sąsiednich. Widzimy więc, że polskie wsie z tej okolicy tworzyły w XVIII wieku i zapewne jeszcze w początkach XIX wieku pomost pomiędzy rdzenną Wielkopolską i wówczas jeszcze polskimi wsiami z tego regionu...


 Oto kilka fragmentów opracowania, które znalazłem w Zielonogórskiej Bibliotece Cyfrowej na temat historii Podlegórza i Trzebiechowa...

" Pierwszy nieznany z imienia właściciel Podlegórza ożenił się z panną von Kittlitz z Przecławia koło Szprotawy. Ich następca, urodzony w 1480 roku Heinrich von Troschke władał Swarzynicami Trzebiechowem..."

"Drugą młodszą linię rozpoczął Asmus von Troschke występujący w 1498 roku jako właściciel lenny na Swarzynicach i PodlegórzuBłotach Ostrzyckich, oraz wsie z folwarkami w Kruszynie i Okuninie.
Ożenił się z Katarzyną von Wernsdorf. Po nim dziedzicem został Hans, żonaty z Rosiną von Schönbeck. Jego następcami byli bracia- Wolf i Asmus. W 1575 roku Wolf był dziedzicem dwóch folwarków w Podlegórzu i Ostrzycach, podczas gdy Asmus miał część Podlegórza i swieżo założone majątki w Trzebiechowie."
oraz jako reprezentant całego rodu. Około 1533 roku otrzymał w spadku kolejne folwarki- w Podlegórzu i leżących po drugiej stronie Ostrzycach.
------------------------------------------------------------------------------------------
Oto zapisy historyczne, dotyczące dawnych mieszkańców Podlegórza (Padligar):


Karl Friedrich Albert Petri- w roku 1876 był proboszczem w Padligar

Martin Andrea- był proboszczem z Podlegórza, urodzony w 1585 roku, był ojcem Jakoba również pastora.

Jakob Andrea- pastor pochodzący z Podlegórza, w latach 1647- 1657 był pastorem w Radnicy koło Krosna Odrzańskiego.


Mieszkańcy Podlegórza z XVIII wieku:

Johann Friedrich Pant - rok 1794
Matthias Pfille           - rok 1744
Gottfried Sckeide       - rok 1719
Christoph Genge        - rok 1722

Informacja na temat mieszkanki Podlegórza i Radowic:

Beate Pauline Kramer- urodziła się 8 listopada 1829 roku w Cigacicach, zmarła 11 grudnia 1897 roku, pochowana w Podlegórzu. Od 1865 roku mieszkała w Radowicach.

Wśród emigrantów do Australii znalazłem kolejnego mieszkańca Podlegórza:

Gottlieb Gregurke, lat 27, z zawodu winiarz, przybył do Melbourne w 1847 roku.

 Znalazłem ciekawy materiał na temat emigracji z naszego regionu do Australii. I tak , w roku 1847 wśród emigrantów znalazłem rodzinę z Podlegórza:
"Farmer Gottfried Koschel, lat 40, z żoną Elisabeth, z domu Schulz, lat 40, z czwórką dzieci
Ogrodnik Gottfried Tschirpig, lat 35, z żoną Johanne Luize z domu Fechner, lat 31, z czwórką dzieci, teściową z domu Kluge, szwagierką Fechner lat 35."
Powyższa notka pochodzi z listu przewozowego m/s "Heloise", którym to statkiem podróżowali wzmiankowani emigranci.







Wśród emigrantów z Brandenburgii nie brakowało też i emigrantów z Podlegórza. Wśród nich znalazłem emigrantów, którzy w roku 1838 wypłynęli statkiem :"Prince George" do Australii. Oto niektóre z nich:
- Johanna Christiana Steinbach, urodzona  w1795 roku w Podlegórzu, wyjechała 18 listopada
  1838 roku, zmarła 15 grudnia 1852 roku w Langmeil (osada w płd. Australii); ojcem Johanny był 
Christoph Steinbach, wzięła ślub w kościele w Podlegórzu 4 marca 1823 roku, miała dzieci:
   -Luizę 1824-1838
   -Johanna Gottfrieda 1825-1910
   -Marię Elizabeth 1828-1910
   -Johanne Eleonore 1831-1904
   
Poniżej publikuję spis dawnych mieszkańców Podlegórza z lat 1718-1719:

Abraham Heinrich
Brattig Hans
Benisch Hans
Duhle Christoph
Fimmel Hans
Förster Christoph
Gladitz Adam
Görbahn Andreas
Gotte
Jürgen
Gursch Michel
Herder Hans
Jandrich Michel
Lehmann Jürgen
Magnus Friedrich
Schirpcke Abraham
Schultz Christian
Sommer Hans
Sommer Jürgen
Stahn Christoph
Stecke Hans
Stenzel Jürgen
Stutz Balzer
Gotte Jürgen


 Znalazłem w ostatnim czasie kilka interesujących zapisów na temat urodzeń, ślubów i zgonów dawnych mieszkańców Ostrzyc i Podlegórza. Okazuje się, ze wiele skoligaconych ze soba osób pochodziło z Ostrzyc lub Podlegórza. W związku z tym, że kościół parafialny był w Podlegórzu, tam też udzielano wszelkich sakramentów.

- Eva Mirus z domu Materna, urodzona 04.10.1722 r. w Ostritz (Ostrzyce), wzięła ślub z ? Mirusem dn. 21 stycznia 1744 roku w kościele parafialnym w Podlegórzu.
- Eva Udzben urodzona około 1698 roku w Ostrzycach, wzięła ślub w Podlegórzu 13 kwietnia 1723 roku, zmarła 13 lutego 1735 roku, pochowana na cmentarzu w Podlegórzu.
- Johann Gottfried Kurzmann, urodzony 30 kwietnia 1799 roku w Podlegórzu, zmarł w wieku 59 lat w Podlegórzu dnia 11 listopada 1858 roku, pochowany na miejscowym cmentarzu.
- Johanne Eleonore Petras (Pietras?), ur. ok. 1845 roku w Ostrzycach, wzięła ślub 15 lutego 1872 roku w kościele w Podlegórzu.


Cytowana przeze mnie wcześniej kronika z 1920 roku opisuje też w ciekawy sposób Podlegórz. W związku z tym, że tekst kroniki pisany był w języku staroniemieckim, trudno było go wiernie przetłumaczyć, dlatego też tłumaczenie to jest trochę dalekie od oryginału, niemniej jednak zawiera meritum tematu.


Legenda o podlegórskim rozbójniku.
W bardzo ciekawym wydawnictwie autorstwa pana Dawida Kotlarka "Szkice Lubuskie", znalazłem kilka ciekawych artykułów dotyczących ziemi trzebiechowskiej. Jednym z ciekawszych wątków jest legenda o podlegórskim rozbójniku:
" Baczyć należy przy okazji na okrutnego rozbójnika, który jak głosi legenda, buszował w pobliskich lasach i siał postrach także wśród mieszkańców Podlegórza. Stał tu niegdyś budynek, w którym mieszkał pewien rycerz ze swoimi córkami. Były ono bardzo bogobojne i często udawały się z pielgrzymką do Sulechowa, zabierając ze sobą podarunki. Tak było i tym razem. Na drodze rósł  gęsty las, w którym mieszkał rabuś. Zabił szlachcianki, zakopał przy drodze, która prowadziła do Głuchowa, a wszystko to dla klejnotów, które padły jego łupem. Młode kobiety przed śmiercią rzuciły na swego kata klątwę. Podobno do tej pory nocami ujawnia się jako jeździec bez głowy, szarżując na swym rumaku koło grobu ofiar, przestrzegając przechodniów przed nadmierną chciwością..."
   Jeśli jednak rozbójnik nie pojawi się i uda nam sie cało dotrzeć na miejsce, z pewnościa dostrzeżemy kamienno-ceglana świątynię, wzniesioną w 1876 roku. W Podlegórzu juz od XVII wieku na stanowisku pastora powoływano duchownych posługujących się polską mową. Przy kościele znajduje się mały cmentarz, gdzie w rodzinnym grobowcu spoczywają prochy von Reussów: Henryka VII i Marii Alexandriny, niegdysiejszych właścicieli Trzebiechowa. Z cmentarza rozpościera się piękny widok na malowniczą dolinę obrzańską.

W ostatnim czasie odwiedziłem drugi cmentarz ewangelicki w Podlegórzu. Wyglądem nie odbiega od innych tego typu cmentarzy w naszym regionie. Dobrze jednak, że na tym cmentarzu znajduje się względnie dużo tablic i płyt nagrobnych. Całość jednak sprawia wrażenie nieopanowanego chaosu. Wiem, że inne cmentarze są w jeszcze gorszym stanie, jednakże dobrze byłoby coś z tym zrobić. Myślę, że  w gestii władz samorządowych, w tym przypadku Wójta Gminy Trzebiechów, leży podjecie decyzji o założeniu tam lapidarium. Nie jest to pomysł nowy- wielokrotnie sprawdził się w innych regionach kraju. Jak to zrobić? Po prostu ocalałe płyty nagrobne czy nawet fragmenty pomników są umieszczane w jednym miejscu tak, aby stwarzały wrażenie kompletności. W ten prosty sposób byłaby szansa na rekultywację bądź oczyszczenie terenu cmentarza z którym nie wiadomo co zrobić. Zlikwidować  fizycznie cmentarz byłoby działaniem mało etycznym i niehumanitarnym, lepiej więc zebrać wszystkie płyty i elementy pomników w jedno miejsce, a pozostały teren uporządkować i coś w nim zrobić. Może coś w rodzaju parku? Pomysłów jest sporo. Poddaję moje sugestie pod rozwagę.


To fakt, że w ostatnim czasie bardzo mało piszę o samym Smolnie, ale po prostu szczupłość informacji w ostatnim czasie powoduje, że zająłem się sąsiednimi miejscow0ściami, takimi właśnie jak Podlegórz czy Trzebiechów. Zacznę tym razem od Podlegórza, chociaż w dziesiejszym artykule będą też Radowice, najmniej może  eksponowana miejscowość na moim blogu. Jednakże wszystko jeszcze może się zmienić.

Podlegórskie krajobrazy na starych fotografiach.



Scenka z powodzi w latach 20- tych XX wieku. Tak, to nie pomyłka, to jest podtopiony Podlegórz.


Wielka woda u stóp podlegórskiego wzgórza.





 

Johann Grabsch z Podlegórza.


Wspomniany przeze mnie wcześniej Ian Hobbs przesłał dokumenty jego pradziadka Johanna Grabscha, który pochodził z Głuchowa. Ożenił się z brababcią Iana- Louisą z domu Fimmel.
Przedstawiam metrykę urodzenia Johanna Grabscha, wystawioną przez pastora Wiedemanna z Podlegórza w roku 1850.

Metryka aktu małżeństwa Johanna i Louisy zawartego już w Australii.



Okazuje się, że Podlegórz jako miejscowość był dosyć dobrze udokumentowany w różnego rodzaju kronikach i wydawnictwach. Przedstawiam kolejny tego dowód:



Podlegórskie fascynacje.


Nie od dziś jestem zafascynowany tą miejscowością. Urzekało mnie zawsze jej piękne położenie- kościół na szczycie wzgórza, w dole wijąca się rzeka, domy połozone na wzgórzu, do tego trochę  zabytków i wiele ciekawostek. Dlatego też w ostatnim czasie zrobiłem sobie wycieczkę po Podlegórzu,a jej owocem są kolejne zdjęcia.
Muszę  pogratulować włodarzom wsi i gminy za wybudowanie lapidarium koło boiska piłkarskiego. Od dawna prosiłem o to (właściwie to tylko zgłosiłem taką  propozycję) i zostałem mile zaskoczony. Teraz chciałbym, żeby i w innych miejscowościach też tak zrobiono, jeżeli nie ma szansy na uratowanie pozostałości nagrobków. Poniżej fotografie lapidarium. Jest to obelisk z pamiątkową płytą i kilkoma ocałałymi tablicami nagrobnymi wokół. Bardzo dobry pomysł wart rozpropagowania!

Aby pozostać w klimacie cmentarzy, proponuję mały fotoreportaż z cmentarza w Podlegórzu. Centralnym jego miejscem jest okazały grobowiec rodziny von Reuss- dawnych właścicieli Podlegórza, fundatorów miejscowego kościoła, ale i właścicieli Trzebiechowa i kilku okolicznych wsi.



Sam cmentarz ma bardzo piekną lokalizację- położony na kościelnym wzgórzu, z którego rozpościera się fascynujący widok na całą okolicę. Byc może sami mieszkańcy Podlegórza tego nie zauważają, ale goście i turyści postrzegają to całkiem inaczej...


Nadal nie mam pewności co do grobu Rozalii i Franciszka Olesiaków, którzy mieli tu być pochowani w 1961 roku. Otrzymałem informację jakoby miałby tu być ich pomnik. Jednakże podczas mojego pobytu na tym cmentarzu, pomimo moich usilnych poszukiwań, nie mogłem znaleźć nagrobka rodziców pani Barbary, która mnie o to prosiła. Jeżeli więc ktoś z moich Czytelników mógłby dodac coś na temat tego grobu, co się z nim stało, czekam na informacje. Być może grób ten został zlikwidowany. Nie wiem co o tym sądzić?

Podlegórz- dawnych wspomnień czar


Do opisania tej historii natchnęła mnie Pani Barbara, dawna mieszkanka Podlegórza, obecnie mieszkająca w Niemczech.
Pani Barbara mieszkała w Podlegórzu w latach 60- tych. Jej rodzice- Franciszek Olesiak i Rozalia z domu Janus, kupili dom w Podlegórzu, niedaleko kościoła. Niestety, 20 kwietnia 1961 roku ulegli tragicznemu w skutkach wypadkowi. Jadąc motocyklem zderzyli się z traktorem  wiozącym cegły z cegielni w Radowicach. Zginęli oboje na miejscu. Tragedia ta była znana w całej okolicy przez wiele jeszcze lat.
Pani Barbara miała dziadków w Głuchowie, którzy to pomagali jej samej i jej rodzeństwu w najcieższych chwilach po śmierci rodziców.Rodzice  zostali pochowani na cmentarzu w Podlegórzu.
Oto fragmenty niektórych wspomnień Pani Barbary:
"Idąc tokiem moich wspomnień .Za sklepem szło się do kościola a między ta drogą wchodziło się na spore podworko rodziców .Była tam stodoła i dalej pomieszczenia gospodarcze i ....kuźnia .
Dokładnie nie pamiętam nazwiska, mieszkał także w tym budynku Zwierzyniecki czy Zwierzyński  .W tej kuźni byly konie podkuwane  .Jeśli zachował się po dzień dzisiejszy ten budynek nad drzwiami czyli na murze był jakiś znak .
W ogrodzie rodziców stał murowany piec do pieczenia chleba, lub jak kto chciał do wędzenia czegoś z mięsiwa .
W podwórku była studnia .Wodę nabierało się zahaczając wiadro o kij i ciagnęło się pełne do góry .
Po rodzicach wypadku wprowadziła się rodzina mieszkająca w skosie budynku przy sklepie .Znowu nie pamiętam dokładnie nazwiska .To byli Chwiałkowscy lub Fiałkowscy .



"Wracając ponownie myślami do Podlegórza .Na tej samej ulicy co była szkoła to po drugiej stronie chodziło się na zajęcia z religii.
Ze szkoły podstawowej z Podlegórza mam tylko jedną fotkę z klasy .Może ktoś siebie rozpozna i panią stojącą przy piecu kaflowym ?
Ta fotka jest z 1961r.To prawie koniec drugiej klasy.



Poniżej na zdjęciu: mój ojciec- Franciszek Olesiak, siostra mojej mamy- Gertruda Żeberska i moja mama- Rozalia Olesiak z domu Janus.


Mój wujek- Zygmunt Żeberski i moja mama Rozalia na wałach koło Podlegórza


Na fotkach jak wspomniałam są rodzice i ciocia z wujkiem .Wujek był wojskowym zawodowym . Ranga -major lotnictwa wojskowego w Radomiu .I tam jakiś czas mieszkałam u nich także .No ale to są inne dzieje .Także tam dalej chodziłam do podstawowej szkoły, na terenie wojskowym była szkoła dla dzieci z takich rodzin .
Tata ze swoją rodziną jako dziecko urodził się pod Warszawą .Stamtąd jego rodzice przeprowadzili się do Głuchowa .

Gdy Hitler dochodził do władzy, babcia zamężna z Polakiem, zdecydowali się wracać do Polski .Osiedlili się w Wielkopolsce .
Gdy ich dzieci dorastały każde szło w swoją stronę .Mama pojechała do Nowej Soli zatrudniając się w fabryce nici .Wiem ,że już nie istnieje ten zakład .Tam też poznała tatę .Ciekawe nie ? Jak los płata figle .Tam tata ? No dobra, tam także pobrali się biorąc po prostu ślub cywilny w Nowej Soli .Po czasie urodził się brat
Z tych terenów jednak wyjechali do Wrocławia .
Jak na tamte lata mama zarabiała spore sumy i tak samo tata .Tam też urodziłam się ja i siostra. Tatę jednak ciągnęło na wieś jak wilka do lasu .
Mieli pokaźną sumę, więc zrezygnowali z mieszkania we Wrocławiu i osiedlili się właśnie w Podlegórzu. Tata chciał mieszkać blisko swoich rodziców .I tam dlatego wybrał ten teren .Z przekazów mojej rodziny wiem, że mama okropnie bała się jechać w te tereny ....Jakby przeczuwała że coś złego się stanie i mówiła nawet na głos o swoich obawach .Tata jak tata ..."bzdury opowiadasz, co może się stać i to na wsi "
Tata zatrudnił się w cegielni- był zwykłym robotnikiem .Mama prawie sama prowadziła całe gospodarstwo .Mieli właściwie wszystko co gdakało, muczało ,kwiczało,gęgało. Brakowało im tylko konia . Mało tego, zamiast kupić konia, tata kupił motor. Niby do pracy .Miał rower ,mógł jeździć rowerem .
No ale jak to pasjonaci- mężczyźni .Jeździł motorem parę miesięcy .W tym feralnym dniu wracali od dziadka Olesiaka z Głuchowa .Bo pojechał prosić o konia do obróbki w polu .No i zostali na drodze w Radowicach .
Długie lata miałam żal do Maryli (taka mieszkanka) i w tym domu, że zabrała nas na miejsce wypadku rodziców .To był makabryczny widok .Jeszcze gorszy widok jak najczarniejszy horror. Latami miałam problem z uśnięciem widząc ciągle ten obraz .Więcej na ten temat nie będę pisać . Nic przyjemnego .
 W Niemczech mieszka także i moja siostra zamężna z Niemcem .Brat mój mieszka w Polsce .

O sklepie w Podlegórzu.

To było chyba w 60 roku. Na pewno w Podlegórzu .
Historię jaką pamiętam, dotyczy sklepu spożywczego w Podlegórzu. Nie pamiętam miesiąca,  wiem, że  łęty od ziemniaków były bardzo wysokie, aż kładły się,  ale były zielone. .Dlaczego tak piszę ? Było ciepło ,bawiłam się z dziećmi, z  tymi z dołu tego domu, co stoi przy rzece .Wpadliśmy na mamy podworko .Od razu jakiś szum, gwar .Głośne rozmowy .Stanęliśmy jako dzieciaki zaciekawione co tam się dzieje .I jak dorośli tak i my za dorosłymi pobiegliśmy pod sklep .A że samo słowo milicja budziło wchechstronnie zainteresowanie, tak i nas to ogarnęło. .Jednym slowem- sensacja na wsi ,bo milicja! Okazało się że ktoś włamał się  do sklepu .Szukali kłódki wkoło i znaleźć nie mogli .Znudziło nas to po jakimś czasie .Posłuchaliśmy co zginęło ze sklepu .Ponoć jedzenie, papierosy i coś tam do jedzenia i alkohol .Odeszliśmy grupą dzieci dalej biegając  po terenie .W koncu na jakieś hasło zbiegliśmy z górki od strony naszego domu przez sad w dół do domku niżej.  Ale przez pole obok gdzie rosły ziemniaki. Biegniemy między rajkami ziemniaków i nagle .... Stanęłam-  leżała kłódka z odpiłowanymi bokami!  .Wzięłam w ręce i krzyczę ..."czekajcie, chodźcie z powrotem do sklepu, mam kłódkę, może to ta ...Pobiegliśmy jak na dzieciaki pędem pod sklep .Stali jeszcze milicjanci, coś pisali ..Ja podeszlam i powiedzialam jakoś ....Stanęli wkoło nas mundurowi prosząc o wskazanie miejsca, gdzie znalazlam tę kłódkę. Gęsiego  szli za nami i część widzów z wioski ...Hmm,  ślady prowadziły niestety, do tego domku nad wodą! Niewiem co dalej się działo......Mundurowi podziękowali nam, poprosili, że możemy się rozbiec .Ja i dzieci rozeszliśmy się .Pamiętam- był ogromny ślad stopy obok tej kłódki ...
Może  komuś podpadłam,  no nie wiem .Dzieciak nie zdaje sobie sprawy w takich latach .Wiem, że ci mundurowi powiedzieli, że szkoda, że wzięliśmy to do rączki. Moglismy poczekać, aż przyjdzie ktoś od nich. Skąd jednak dziecko miało wiedzieć, co robić w takiej sytuacji?

Sklep długo był zamknięty .I po towar mieszkańcy jeździli do sąsiednich wiosek ."
Na tym kończy się opowieść Pani Barbary. Ciekawe, czy na zamieszczonych zdjęciach (szczególnie na tym ze szkoły) rozpoznajecie kogoś?
Liczę na dalsze, ciekawe wspomnienia Pani Barbary. A może ktos z Was ma jakieś ciekawe wspomnienia dotyczące Podlegórza czy Radowic?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz